Newsroom WPROST.pl: Kalendarium wydarzeń z 27 listopada 2023 roku. Klasyk mawiał, że mężczyznę poznaje się nie po tym, jak zaczyna, ale jak kończy. Ciągle powtarzał, że przecież mama chce dobrze, że jest starsza, bardziej doświadczona i na pewno wie, co będzie lepsze dla naszej rodziny. bo mąż jeździ do niej sam z naszą córką. Karolina jest z niego dumna. Z czasem jednak pomoc Marka zaczyna destrukcyjnie wpływać na ich życie: mężczyzna nie ma dla niej czasu, a większość tego, co zarobi, wydaje na pomoc potrzebującym. Karolina zwierza się jego matce, która wybiera się niebawem do USA. Któregoś dnia Karolina odkrywa, że jej mąż wcale nie jeździ do DOM I RODZINA. Jesteśmy małżeństwem 6 lat, w związku 8 i mamy 3 letnią córeczkę. Mała jest za dziadkami bardzooo, tym bardziej, ze z drugiej strony czyli od męża z rodzinom praktycznie Bratowa męża tak robi. Masakra, nikt nic złego jej nie zrobił, a onaw kółko unika tej rodziny, chłopa tak urobiła, że wiecznie nie ma czasu dla własnych braci, widzi się z nimi na żywo Chodzi do kościoła, przyjmuje księdza po kolędzie, nawet jeździ na pielgrzymki. Nie ma wątpliwości, że postępuje słusznie, bo to, co się stało, jest moją winą. – Cóż, Jarek ma prawo do szczęścia – tłumaczy ludziom. – Ja go przecież nie przywiążę do kobiety, której nie kocha. „Zawsze lubiłam swoją teściową. Miałam z nią lepszy kontakt, niż z własną matką. Gdy zaczęła chorować, zaproponowałam żeby zamieszkała z nami. Mówiła, że starych drzew się nie przesadza. Mąż wynajął opiekunkę, ale z czasem zaczął spędzać cały czas u mamy, zaniedbując mnie i syna. 5T4x. gegol Dołączył: 2009-08-27 Miasto: Warszawa Liczba postów: 514 4 stycznia 2020, 11:16 Czy od Was też rodzice wymagają rozwiązywania swoich problemów na każdym kroku? Mam 31 lat, wyprowadziłam się z domu jak miałam 23 lata (jak tylko dostałam 1 umowe o pracę). Mam Męża, prace i ogólnie swoje życie. Mieszkam niecałą godzine drogi od domu rodzinnego. W domu rodzinnym pojawiam się rzadko (raz na kwartał?), ale Matka (lub Ojciec), Matka zdecydowanie częściej wydzwania do mnie przynajmniej co 2 dni i prawie za każdym razem czegoś chce. A to jej coś przetłumacz (prowadzi własną firemke i zatrudnia osoby znające angielski), a to żeby jej coś przewieźć, a to jej coś załatw. Kiedyś źle zaprakowała (ma w dupie znaki i wiedziała że źle parkuje ale sądziła że jej sie upiecze) i jej auto odholowali to oczywiście żebym przyjechała i zapłaciła 600 zł bo ona nie ma kasy a każdy dzień na policyjnym parkingu to dużo pieniędzy. Nie nigdy nie oddała. Jak w pracy czegoś nie wie albo ma wątpliwość to zawsze telefon do mnie. Spłacam karte kredytową - ona nie miała zdolności a jeszcze jak mieszkałam u nich namówiła żebym wzieła na siebie, bo nie będzie co do garnka włożyć i nam prąd odetną. Oczywiście obiecała spłacać i nigdy tego nie zrobiła. Nie zarabia jakoś źle, nie ma kredytu na mieszkanie ale wszystko co zarobi to natychmiast przepuszcza na jakieś bzdury. Kiedyś zarabiała sporo ale odkąd pamiętam nigdy nie oszczędzała. Jednocześnie potrafi mnie wyśmiać że nie chodze co miesiąc do fryzjera, czy nie przepuszczam kasy na ciuchy. Kupiłam z Mężem i urządziłam jakiś czas temu mieszkanie ( częściowo na kredyt) - nie dołożyła ani złotówki , ale wszystkim wokół opowiada o tym jakby to była jej zasługa. Nie raz jej wytykałam, że jej zachowanie jej słabe ale wtedy płacze aż ją zatyka, krzyczy, obraża się, odgraża się że dostanie zawału , po jakimś czasie jej przechodzi i tak w kółko. Dziś znowu dzwoniła, że Ojciec (a dokładniej mój Ojczym) jest okropny, że nie może z nim wytrzymać i że ma wstrętny charakter. Mówiłam jej już o tym ponad 10 lat temu, jak wyjechała na pół roku za granice a mnie z nim zostawiła i musiłam znosić jego zachowanie. Jak wróciła to jej powiedziałam co wyprawiał, ale wtedy na mnie nawrzeszczała że kłamie i chce go jej obrzydzić. Dziś jej to przypomniałam - "no tak na Ciebie to można liczyć" (z ironią). To nie pierwsza taka sytuacja, za 2 tygodnie się pogodzą i powie do każdego jakie z nich udane małżeństwo. Jestem zmęczona, jest mi wstyd przed Mężem i jego rodziną (za każdym razem jak są jego i moi rodzice to się najem wstydu za ich zachowanie). Mąż też nie rozumie dlaczego musze na nich lożyć cały czas skoro tak to się przechwalają ciągle czymś nowym. Sorry za długi post ale mi się ulało - jakieś rady? Dołączył: 2012-02-10 Miasto: Lublin Liczba postów: 1406 4 stycznia 2020, 11:33 Twoja matka jest z tego co mówisz bardzo toksyczną osobą, na Twoim miejscu ograniczyłabym kontakty do niezbędnego minimum, czyli telefon z życzeniami na święta. Im więcej macie kontaktu tym gorzej, a mama się nie zmieni w tym wieku, może być tylko coraz gorzej. Wiem z autopsji. Lois_Lane Dołączył: 2019-05-02 Liczba postów: 268 4 stycznia 2020, 11:34 Doczytałam do końca. Masz prawą być zła i rozżalona. Dobrze, że jesteś świadoma tego co się dzieje. Musisz postawić matce granice, jak na razie wchodzi ci na głowę kiedy chce. Takim w miarę wygodnym sposobem może być ograniczenie kontaktu, nie odpowiadaj na każdy jej telefon. Oddzoń raz na tydzień/dwa tygodnie i powiedz że byłaś przepracowana, nie miałaś czasu. Oczywiście będzie biadolić że nie masz dla matki czasu ale jak nie postawisz na swoim i nie zaciśniesz zębów to nic nie tak zrobiłam z teściami jak jeździliśmy do nich często i mimo to wciąż były pretensje że prawie nas nie ma. Tak mnie szlak trafił że byliśmy 3 razy w roku i temat się skończył. mamager 4 stycznia 2020, 11:39 Wpisz sobie w google OSOBOWOŚĆ NARCYSTYCZNA i wszystko stanie się jasne. Dołączył: 2013-04-20 Miasto: Poznań Liczba postów: 3179 4 stycznia 2020, 11:48 Masz problem ze stawianiem granic, popracuj nad tym, bo się zameczysz. Kiedyś rodzice wychowali Ciebie, stosowali jakaś dyscyplinę, stawiali granice... Teraz Ty musisz wychować ich :) Ja rozpoczęłam ten proces bardzo wcześnie, więc problemu nie mam. Nastepnym razem nie wyskakuj z pieniedzy, matka poniesie konsekwencje swoich działań i na drugi raz pomysli. To tak jak z dziećmi, trzeba cierpliwości :) Trafilas na rozkapryszonego bachora, ale dasz radę :) Cllio 4 stycznia 2020, 11:50 Jakbym czytała o moim ojcu. A w dodatku mnie obarczał odpowiedzialnością za moje dorosłe rodzeństwo. Bo jestem najstarsza, dobrze zarabiam i powinnam się wszystkimi zajmować... Odcięłam się. Przestalam przyjeżdżać, obierać prawie wszystkie jego telefony. Powiedziałam wprost, że mam dość. Że każdy jest odpowiedzialny za siebie a mnie nikt nie pyta jak sobie radzę. Pomogło. Liandra 4 stycznia 2020, 12:09 A nie bierzecie pod uwagę, że matka w taki może trochę spaczony sposób ale po prostu próbuje zyskać odrobine uwagi, potwierdzenia jakiś uczuć córki, która choć mieszka tylko godzinę drogi od niej, odwiedza ją ledwo kilka razy w roku albo właśnie po takich telefonach z wymogami? Nawet jeśli jest to wizyta z pretensjami to jednak jakaś wizyta dziecka... Mimo nie najłatwiejszego charakteru matka zapewne cię kocha i może ciężko znosi tą twoją izolację? Ty masz masę pretensji do rodziców których nie przepracowałaś i nie umiesz się z nimi pogodzić (choćby ten wyjazd matki za granicę-nie sądzę że pojechała dla rozrywki- raczej ciężko pracować żeby poprawić byt rodziny). Niemniej na pewno nie masz żadnego obowiązku utrzymywania rodziców którzy pracują i mają dochody. Proste okazanie zainteresowania raz na tydzień telefonicznie nie musi być równoznaczne z płaceniem -uważam że można to oddzielić i ustawić tak relacje z rodziną by nie dać się wykorzystywać, a jednocześnie nie odrzucać ich całkiem. Tylko kwestia czy dasz radę to sobie poukładać i odsunąć na bok swoje dawne żale i pretensje do nich. Wydaje mi się że w dorosłym życiu takie zaszłości warto spróbować usunąć z relacji z bliskimi. gegol Dołączył: 2009-08-27 Miasto: Warszawa Liczba postów: 514 4 stycznia 2020, 12:38 A nie bierzecie pod uwagę, że matka w taki może trochę spaczony sposób ale po prostu próbuje zyskać odrobine uwagi, potwierdzenia jakiś uczuć córki, która choć mieszka tylko godzinę drogi od niej, odwiedza ją ledwo kilka razy w roku albo właśnie po takich telefonach z wymogami? Nawet jeśli jest to wizyta z pretensjami to jednak jakaś wizyta dziecka... Mimo nie najłatwiejszego charakteru matka zapewne cię kocha i może ciężko znosi tą twoją izolację? Ty masz masę pretensji do rodziców których nie przepracowałaś i nie umiesz się z nimi pogodzić (choćby ten wyjazd matki za granicę-nie sądzę że pojechała dla rozrywki- raczej ciężko pracować żeby poprawić byt rodziny). Niemniej na pewno nie masz żadnego obowiązku utrzymywania rodziców którzy pracują i mają dochody. Proste okazanie zainteresowania raz na tydzień telefonicznie nie musi być równoznaczne z płaceniem -uważam że można to oddzielić i ustawić tak relacje z rodziną by nie dać się wykorzystywać, a jednocześnie nie odrzucać ich całkiem. Tylko kwestia czy dasz radę to sobie poukładać i odsunąć na bok swoje dawne żale i pretensje do nich. Wydaje mi się że w dorosłym życiu takie zaszłości warto spróbować usunąć z relacji z że jeżdże tam raz na kwartał nie znaczy, że jej nie widuje - ona jeździ do mnie albo widzimy sie na mieście. Przestałam jeździć bo non stop darli koty i dlatego też starałam sie szybko wyprowadzić. Moi rodzice byli u nas na święta i na sylwestra a przed świętami to tak na początku listopada, przy innych ludziach zachowują pozory. A co do wyjazdu zagranicznego - miała jechać zarobić ale podobno nie było dla niej pracy, więc nie przywiozła żadnych pieniędzy. Przywiozła sobie za to kilka torebek a mi za duże jeansy (ze stresu schudłam 12 kg w pół roku). Mieszkanie, wikt i opierunek miała za free bo mieszkała u swojego brata, który by the way po tym wyjeździe przestał z nią utrzymywać kontakt. Jest to też mój chrzestny i ze mną ma dobre relacje. Nie mam żalu, bardziej zmęczenie i jest mi smutno jak patrze na normalne relacje mojego Męża i jego rodziców. Dołączył: 2015-01-14 Miasto: Kielce Liczba postów: 2265 4 stycznia 2020, 12:48 U mnie odwrotnie. Moja mama nie chce nikomu zawracać głowy, wszystko sama, nawet ból ukrywała... A dla ciebie mam jedną stanowczą radę-absolutnie nie dawaj jej żadnych pieniędzy. Nie masz żadnego obowiązku na nią łożyć, ona tobą manipuluje taki zachowaniem. agazur57 Dołączył: 2017-03-21 Miasto: Leśna Góra Liczba postów: 5694 4 stycznia 2020, 12:55 Litości, to są dorosłe osoby, nikt im nie musi życia uprzyjemniać. Stawiaj granicę- wiem, że to trudne, zwłaszcza jak z kimś łączą więzy emocjonalne. Też nie rozumiem dlaczego finansujesz matkę mając własną rodzinę. Matka jest manipulantką, która wykorzystuje ludzi. Po prostu Cię wykorzystuje. ote="Liandra napisał(a):A nie bierzecie pod uwagę, że matka w taki może trochę spaczony sposób ale po prostu próbuje zyskać odrobine uwagi, potwierdzenia jakiś uczuć córki, która choć mieszka tylko godzinę drogi od niej, odwiedza ją ledwo kilka razy w roku albo właśnie po takich telefonach z wymogami? Nawet jeśli jest to wizyta z pretensjami to jednak jakaś wizyta dziecka... Mimo nie najłatwiejszego charakteru matka zapewne cię kocha i może ciężko znosi tą twoją izolację? Ty masz masę pretensji do rodziców których nie przepracowałaś i nie umiesz się z nimi pogodzić (choćby ten wyjazd matki za granicę-nie sądzę że pojechała dla rozrywki- raczej ciężko pracować żeby poprawić byt rodziny). Niemniej na pewno nie masz żadnego obowiązku utrzymywania rodziców którzy pracują i mają dochody. Proste okazanie zainteresowania raz na tydzień telefonicznie nie musi być równoznaczne z płaceniem -uważam że można to oddzielić i ustawić tak relacje z rodziną by nie dać się wykorzystywać, a jednocześnie nie odrzucać ich całkiem. Tylko kwestia czy dasz radę to sobie poukładać i odsunąć na bok swoje dawne żale i pretensje do nich. Wydaje mi się że w dorosłym życiu takie zaszłości warto spróbować usunąć z relacji z że jeżdże tam raz na kwartał nie znaczy, że jej nie widuje - ona jeździ do mnie albo widzimy sie na mieście. Przestałam jeździć bo non stop darli koty i dlatego też starałam sie szybko wyprowadzić. Moi rodzice byli u nas na święta i na sylwestra a przed świętami to tak na początku listopada, przy innych ludziach zachowują pozory. A co do wyjazdu zagranicznego - miała jechać zarobić ale podobno nie było dla niej pracy, więc nie przywiozła żadnych pieniędzy. Przywiozła sobie za to kilka torebek a mi za duże jeansy (ze stresu schudłam 12 kg w pół roku). Mieszkanie, wikt i opierunek miała za free bo mieszkała u swojego brata, który by the way po tym wyjeździe przestał z nią utrzymywać kontakt. Jest to też mój chrzestny i ze mną ma dobre relacje. Nie mam żalu, bardziej zmęczenie i jest mi smutno jak patrze na normalne relacje mojego Męża i jego rodziców. Strony Poprzednia 1 2 Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź 61 2020-01-10 10:32:58 Monia12345 Gość Netkobiet Odp: Mąż jeździ do rodziców zbyt często mimo odległościNigdzie nie ma ideałów 62 Odpowiedź przez 2020-01-10 10:34:20 Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2019-08-10 Posty: 2,874 Wiek: 29 Odp: Mąż jeździ do rodziców zbyt często mimo odległości Monia12345 napisał/a:Nigdzie nie ma ideałówCzyli innymi slowami: Nie chcialo Ci sie szukac wiec myslalas, ze kogos zmienisz awantura ? 'To go back, you must go through yourself, and that way no man can show another.' 63 Odpowiedź przez Monia12345 2020-01-10 10:35:27 Monia12345 Gość Netkobiet Odp: Mąż jeździ do rodziców zbyt często mimo odległości Po co się żenić skoro najlepiej jest u mamusi. Po co przerywać tą sielankę?Lady Loka napisał/a:Monia12345 napisał/a:Może i rodzina zostaje ale z nią i tak wychodzi się najlepiej tylko na ... zdjęciachTo może Twoja, bo widocznie u niego wcale to tak źle nie wygląda 64 Odpowiedź przez 2020-01-10 10:40:37 Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2019-08-10 Posty: 2,874 Wiek: 29 Odp: Mąż jeździ do rodziców zbyt często mimo odległości Monia12345 napisał/a:Po co się żenić skoro najlepiej jest u mamusi. Po co przerywać tą sielankę?Lady Loka napisał/a:Monia12345 napisał/a:Może i rodzina zostaje ale z nią i tak wychodzi się najlepiej tylko na ... zdjęciachTo może Twoja, bo widocznie u niego wcale to tak źle nie wygląda Nie bardzo wiem co to ma wspolnego ze slubem?Czyli jak wezme slub to porzucam kim jestem i co lubie? 'To go back, you must go through yourself, and that way no man can show another.' 65 Odpowiedź przez Lady Loka 2020-01-10 10:48:24 Lady Loka Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zawód: Ciasteczkowa Morderczyni Zarejestrowany: 2016-08-01 Posty: 17,039 Wiek: w sam raz. Odp: Mąż jeździ do rodziców zbyt często mimo odległości Monia12345 napisał/a:Po co się żenić skoro najlepiej jest u mamusi. Po co przerywać tą sielankę?Lady Loka napisał/a:Monia12345 napisał/a:Może i rodzina zostaje ale z nią i tak wychodzi się najlepiej tylko na ... zdjęciachTo może Twoja, bo widocznie u niego wcale to tak źle nie wygląda Gadasz głupoty takie, że głowa mała. To, że Tobie z Twoją rodziną jest źle, nie oznacza, że Twojemu facetowi nie siedzi u mamusi tylko jeździ w odwiedziny. Jest daleko, tęskni, nie ma się mu co dziwić. To nie są wyjazdy co tydzień. Ale lepiej się awanturować o pierdoły zamiast normalnie na spokojnie porozmawiać. Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub zawieszone. 66 Odpowiedź przez Monia12345 2020-01-10 10:52:01 Monia12345 Gość Netkobiet Odp: Mąż jeździ do rodziców zbyt często mimo odległości Można sobie mieszkać z mamusia do usranej śmierci i wtedy mieć czas dla niej 24 h. Żona tu jest zbyteczna. Bo po co słuchać awantur skoro jej któryś raz z rzędu nie odpowiada jazda i nocowanie u teściów. A jak nie pojedzie to wielka co jej wogóle poświęcać czas? Po co wogóle z nią mieszkać? Po co wogóle mieć żonę? napisał/a:Monia12345 napisał/a:Po co się żenić skoro najlepiej jest u mamusi. Po co przerywać tą sielankę?Lady Loka napisał/a:To może Twoja, bo widocznie u niego wcale to tak źle nie wygląda Nie bardzo wiem co to ma wspolnego ze slubem?Czyli jak wezme slub to porzucam kim jestem i co lubie? 67 Odpowiedź przez Cyngli 2020-01-10 10:53:49 Cyngli Gość Netkobiet Odp: Mąż jeździ do rodziców zbyt często mimo odległości Monia12345 napisał/a:Może i rodzina zostaje ale z nią i tak wychodzi się najlepiej tylko na ... zdjęciachWspółczuję. Pewnie dlatego Cię tak irytują jego wyjazdy, bo sama nie masz bliskich relacji z własnymi więzią można pracować. Można ją odbudować, jeśli się chce. 68 Odpowiedź przez Lady Loka 2020-01-10 11:02:16 Lady Loka Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zawód: Ciasteczkowa Morderczyni Zarejestrowany: 2016-08-01 Posty: 17,039 Wiek: w sam raz. Odp: Mąż jeździ do rodziców zbyt często mimo odległości Monia12345 napisał/a:Można sobie mieszkać z mamusia do usranej śmierci i wtedy mieć czas dla niej 24 h. Żona tu jest zbyteczna. Bo po co słuchać awantur skoro jej któryś raz z rzędu nie odpowiada jazda i nocowanie u teściów. A jak nie pojedzie to wielka co jej wogóle poświęcać czas? Po co wogóle z nią mieszkać? Po co wogóle mieć żonę? napisał/a:Monia12345 napisał/a:Po co się żenić skoro najlepiej jest u mamusi. Po co przerywać tą sielankę?Nie bardzo wiem co to ma wspolnego ze slubem?Czyli jak wezme slub to porzucam kim jestem i co lubie?A po co Ty masz męża? Po to, żeby zajmować mu 24/7 i kontrolować co robi? Może się przerwócić przez sen z prawego boku na lewy czy też ma wtedy awanturę?Przecież on tam nie jeździ co tydzień. Przeprowadźcie się bliżej nich, to nie będzie musiał u nich nocować masz idealne rozwiązanie. Po prostu powiedz mężowi, żeby jechał sam. Nie musisz za każdym razem jechać z więzi z rodziną to plus, a nie minus. Będziesz z tych więzi nie raz korzystać jak będziecie mieć dzieci i trzeba będzie wysłać je na wakacje do dziadków. Wtedy będzie super extra i nic Ci nie będzie przeszkadzać przestań tu się rzucać i wbijać w niepotrzebny sarkazm. Twój mąż nie robi nic złego. Nawet gdyby powiedział Ci oficjalnie, że każdy pierwszy weekend w miesiącu spędza u rodziców, to dalej nie byłoby nic złego. Ty masz trzy inne weekendy, które możesz z nim spędzać. Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub zawieszone. 69 Odpowiedź przez ja86 2020-01-10 11:10:02 ja86 Zbanowany Nieaktywny Zarejestrowany: 2015-01-01 Posty: 889 Odp: Mąż jeździ do rodziców zbyt często mimo odległości Pozostałe trzy weekendy w miesiącu pewnie robi mu jazdy za wszystko. Ty się ciesz. Ciesz sie, bo mimo twojego paskudnego charakteru on jednak dalej z Tobą kolejny dowód na to, że jednak Cię kocha i dalej jeszcze jesteś dla niego jeszcze. 70 Odpowiedź przez Monia12345 2020-01-10 11:25:37 Ostatnio edytowany przez Monia12345 (2020-01-10 14:24:34) Monia12345 Gość Netkobiet Odp: Mąż jeździ do rodziców zbyt często mimo odległościSerdecznie dziękuję za wszystkie opinie i porady. I czas poswiecony na pewnością z taką wiedzą i doswiadczeniem powinien pan zostać psychologiem i pomagać innym :-D :-D :-D 71 Odpowiedź przez czekoladazfigami 2020-01-10 11:55:31 czekoladazfigami Zbanowany Nieaktywny Zarejestrowany: 2017-10-30 Posty: 1,779 Wiek: odpowiedni Odp: Mąż jeździ do rodziców zbyt często mimo odległości Nie każdy ma patologiczne relacje ze swoją rodziną. Niektórzy po prostu lubią spędzać ze sobą czas. Jak ty nie lubisz siedź w domu. Zdejmij z siebie płaszczŁadnie, proszę CięChce zobaczyć całą gamę złości w kościI chcę poczuć z Tobą tlen 72 Odpowiedź przez SaraS 2020-01-10 12:07:04 Ostatnio edytowany przez SaraS (2020-01-10 12:09:01) SaraS Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2019-02-17 Posty: 987 Wiek: 29 Odp: Mąż jeździ do rodziców zbyt często mimo odległości Pokręcona Owieczka napisał/a:SaraS napisał/a:Owieczko, jasne, ładnie, że mąż ma więź z rodzicami, ale czy relacja z żoną nie powinna być ważniejsza dla niego? Czy skoro są już po ślubie, to ich wspólny czas to siedzenie w domu, znaczy - proza życia, a wyjazdy, Sylwestry itd. mąż może sobie zostawić dla rodziców i żona niech nie marudzi, bo on więzi rodzinne pielęgnuje?Wydaje mi się, że silniejsze ma więzi z rodziną niż z żoną, z którą jest 0d 5 miesięcy, i która od zawsze robiła mu awantury. Zresztą, Autorka awanturami odnosi odwrotny skutek. Chciałabyś spędzać czas z kimś, kto ma wieczne pretensje? Ja no tak też być może, ale w takim wypadku nie miałabym nic do powiedzenia - bo wg mnie nie bierze się ślubu z kimś, z kim więź ma się słabszą niż z tą rodziną na przykład. Tzn. ja bym nie brała, jeśli wiedziałabym, że dla partnera rodzice są ważniejsi, ani jeśli to dla mnie ktokolwiek byłby ważniejszy. Natomiast, cóż, jeśli mężowi autorki wystarczyło, że autorka jest tuż tuż za rodzicami, to teraz oboje - niestety - ponoszą tego konsekwencje. A o awanturach pisałam już wcześniej - oczywiście, że to źle, że autorka próbuje coś zmienić w ten sposób. Ale źle z zasady, bo awantury to kiepska metoda na cokolwiek, a nie źle, bo autorka nie ma powodu do niezadowolenia. Moim zdaniem ma. MagdaLena1111 napisał/a:A czy jakość/ważność relacji jest wprost proporcjonalna do ilości wyjazdów albo ilości wspólnie spędzanego czasu?Nie, nie zawsze, zależy od tego, czym takie spędzanie czasu jest spowodowane. Natomiast w tym przypadku znamienne jest to, że mąż autorki tak dzieli swój czas, bo tak po prostu chce. I o ile nie są milionerami i muszą poświęcać również sporo czasu na pracę, to zgaduję, że jeśli mąż machnie takie trzy rundki do rodziców (przypomnę, 8 h jazdy w dwie strony + czas spędzony u rodziców) w ciągu dwóch tygodni, to nie wydaje mi się, żeby dla partnerki wiele zostało. Tzn. oczywiście zostaje, ale głównie takie zwyczajne życie. Dlatego ją rozumiem - nie zachwycałoby mnie, gdyby partner spędzał ze mną nawet większość czasu, ale ta większość byłaby "prozą życia" - obowiązkami domowymi, spaniem, może pracą, generalnie siedzeniem w domu, a różne okazje z większą ilością wolnego czasu były przeznaczane na i abstrahując od tego, co ja bym chciała czy nie chciała , to tak ogólnie uważam, że sytuacja, w której mąż zamiast myśleć o, powiedzmy, rozrywce/czymś interesującym z żoną, w pierwszej kolejności bierze pod uwagę rodziców, jest dość niepokojąca, jeśli chodzi o związek, bo raczej jasno pokazuje priorytety męża. 73 Odpowiedź przez ja86 2020-01-10 16:40:10 ja86 Zbanowany Nieaktywny Zarejestrowany: 2015-01-01 Posty: 889 Odp: Mąż jeździ do rodziców zbyt często mimo odległości Sarsa czyli dzień w miesiącu to baaaardzo dużo i świadczy o tym, że ktoś komu się go poświęca jest pozostałe dni są zupełnie nieważne (godziny po pracy, pozostałe dni wolne).Byle głupotę napisze aby udowodnić swoją wyssana z palca teze 74 Odpowiedź przez Olinka 2020-01-10 18:48:01 Olinka Redaktor Naczelna Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-10-12 Posty: 45,381 Wiek: Ani dużo, ani mało, czyli w sam raz ;) Odp: Mąż jeździ do rodziców zbyt często mimo odległości Będę uparta i powtórzę swoje pytania:Kiedy macie wolny czas i jesteście razem, to co wtedy robicie? Jaka jest jakość tego wspólnie spędzanego czasu? Jeśli mąż ma wolny weekend albo kilka dni urlopu, to zdarza się z jego strony propozycja spędzenia tego czasu tylko we dwoje czy od razu oznajmia, że chce pojechać do rodziców, ewentualnie szuka pretekstu, by się do nich wyrwać? Jeśli odpowiedziałaś poprzednikom, to przepraszam, ale... ile w końcu jest tych wizyt w ciągu miesiąca, tak średnio? "Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz." (Janis Joplin)[olinkowy status to już historia, z niezależnych ode mnie przyczyn technicznych właściwy zobaczysz dopiero w moim profilu ] 75 Odpowiedź przez SaraS 2020-01-11 22:51:11 Ostatnio edytowany przez SaraS (2020-01-11 22:51:54) SaraS Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2019-02-17 Posty: 987 Wiek: 29 Odp: Mąż jeździ do rodziców zbyt często mimo odległości ja86 napisał/a:Sarsa czyli dzień w miesiącu to baaaardzo dużo i świadczy o tym, że ktoś komu się go poświęca jest pozostałe dni są zupełnie nieważne (godziny po pracy, pozostałe dni wolne).Byle głupotę napisze aby udowodnić swoją wyssana z palca tezeNie, dzień nie, natomiast zrozumiałam, że tych dni jest więcej (jedyny podany przez autorkę konkret to trzy razy w ciągu dwóch tygodni; nawet biorąc pod uwagę święta, to dość dużo + jeszcze chęć na Sylwestra z rodzicami). Poza tym to nawet nie chodzi o ilość samą w sobie - raczej o proporcje między spędzaniem czasu z rodzicami a spędzaniem go z autorką. Jeżeli do takiej liczby wyjazdów dodać pracę, obowiązki i zwykłe "życiowe" czynności, to, jak sądzę, dla autorki wiele nie zostaje. 76 Odpowiedź przez katarine93 2020-01-14 23:09:21 katarine93 Słodka Czarodziejka Nieaktywny Zarejestrowany: 2017-02-17 Posty: 166 Odp: Mąż jeździ do rodziców zbyt często mimo odległościNo cóż, checkpoint "żona" odhaczony, kiedyś tam może zacznie się liczyć z Twoim zdaniem jak szczęście dopisze. 77 Odpowiedź przez dexx 2020-01-16 06:09:30 dexx Net-facet Nieaktywny Zarejestrowany: 2018-08-27 Posty: 72 Wiek: 47 Odp: Mąż jeździ do rodziców zbyt często mimo odległościJak dla mnie jeździ za często - no i sylwester z rodzicami??? Ja mam prawie 50 lat i nigdy nie wpadłem na taki pomysł. W jakiś sposób "nie odciął pępowiny".Wcale mnie nie dziwi, że masz z tym problem. Czas i pieniądze (koszty) mógłby poświęcić na coś wspólnego dla was. 78 Odpowiedź przez Mendre 2020-03-12 08:48:47 Mendre Dobry Duszek Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2018-11-28 Posty: 149 Odp: Mąż jeździ do rodziców zbyt często mimo odległości Nie przejmuj się. Na tym forum to zawsze trzeba stosować kompromisy i miłe rozmówki, tylko ten kompromis to za każdym razem polega na tym, że żona ma się do maminsynka dopasować. Bo i większość osób tu to teściowe albo kobiety, które same nie odcięły pępowiny albo wręcz mieszkają z teściami. Na szczęście młodsze pokolenie już jest wychowywane inaczej niż pod szyldem "zrobiliśmy sobie dziecko żeby się nami zajmowało i umilało nam czas jak dorośnie". I tak wg. mnie Twój mąż za często tam jeździ. Są telefony, można zadzwonić. A już proponowanie sylwestra z teściami jest po prostu bardzo słabe i świadczy tylko o tym, że nie wyszedł jeszcze z tamtej rodziny. Bo wbrew pozorom celem młodych ludzi jest wyjście z rodziny i założenie swojej własnej i skupienie się na niej w 100%. Nie jakieś "żonę można zmienić" - w przyrodzie tak to nie działa i u nas też nie powinno. To kolejny wymysł ludzi wychowanych właśnie w duchu posłuszeństwa i trzymania dziecka niejako na smyczy, żeby tylko nie zapomniało się tymi rodzicami zająć. Co możesz zrobić to po prostu wyczuć dlaczego właściwie on tam jeździ. Czy tak uwielbia ich towarzystwo czy może jednak jest w tym odrobina "rodzice są starzy i biedni, muszę im okazać wdzięczność". Bo to właśnie jest jeden z największych problemów maminsynków - ta wmawiana od dziecka, przymusowa wdzięczność. Wtedy trzeba wytłumaczyć, że sam się na świat nie pchał i rodzice samodzielnie podjęli decyzję o posiadaniu dziecka. Tym samym też musieli wziąć odpowiedzialność za swoje czyny i je dobrze wychować - żadnej wielkiej łaski tu nie ma i nie ma za co czuć wdzięczności aż takiej, żeby w dorosłym życiu ciągle być emocjonalnie związanym z rodzicami. A potem poszukaj artykułów i źródeł naukowych na ten temat i mu pokaż. Ja takie poznajdowałam i okazało się, że u mojego męża prawie słowo w słowo wszystko pasowało, od samego dzieciństwa. I taki argument do niego w końcu przemówił - zyskał o wiele większą świadomość swojego życia i jakie mechanizmy nim rządzą. I teraz jest w stanie podejmować decyzje biorąc poprawkę na to, że pewne rzeczy zostały mu wpojone po prostu dla wygody mamusi. 79 Odpowiedź przez ja86 2020-03-12 09:39:58 ja86 Zbanowany Nieaktywny Zarejestrowany: 2015-01-01 Posty: 889 Odp: Mąż jeździ do rodziców zbyt często mimo odległościIstnieje też taka opcja, że miał dosyć swojej małżonki i jej zachowania w domu, że wolał jeździć gdziekolwiek, np do mamusi. Warto o tym pomyśleć i coś zmienić 80 Odpowiedź przez Izzie_Stevens 2020-03-12 13:21:56 Izzie_Stevens Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2020-02-02 Posty: 714 Odp: Mąż jeździ do rodziców zbyt często mimo odległości Przeczytałam część tylko waszych postów i zdumiewa mnie jacy jesteście dziwni. Nie będę tutaj nikogo cytować, podawać pseudonimów bo nie chcę hejtować. Po pierwsze to że mąż autorki chce jeździć do rodziców to nie widzę w tym nic złego, szczególnie że nie jesteście w małżeństwie nawet pół roku. Moje pytanie jest do autorki czy wcześniej mieszkaliście razem, przed ślubem?Co złego jest w tym że ktoś chce spędzić sylwestra z rodziną? No normalnie żal mi tej osoby co to napisała, współczuję bliskiej więzi z partner, teraz mąż, mieszkał ode mnie ok 60km. Z pewnych przyczyn zamieszkaliśmy razem szybciej niż planowaliośmy, zamieszkaliśmy w moim mieście. Mój wtedy jeszcze partner czuł potrzebę przez jakiś czas jeżdżenia co weekend do rodziców, nie widziałam w tym nic złego. Nie mogłam jeździć z nim bo akurat miałam swoje zobowiązania. Z teściami zawsze miałam dobry kontakt więc to rozumieli. Później zdarzało się, rzadko , że mój partner jeździł do bliskich sam raz na miesiąć. Teraz kiedy jesteśmy po ślubie zawsze jeździmy razem, raz częściej, raz rzadziej. Ostatni sylwester akurat spędziliśmy z moimi teściami, są w porządku i nie widzę w tym nic złego. Często spędzamy wszelskiego rodzaju imprezy z różnymi członkami rodzin, spędzamy też ze znajomymi. Napiszcie czemu sytuacja jaką ja opisałam jest traktowana przez niektórych tutaj jak rodzaj jakieś "patologi"... ?Wierzę w karmę. Dostajesz to, co dajesz, czy to złe, czy dobre. ? Strony Poprzednia 1 2 Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź Użytkownik4217809 Dołączył: 2020-11-19 Miasto: Bzzz Liczba postów: 224 5 czerwca 2021, 10:37 Pytam , bo uważam że ciągłe utyskiwania mojej mamy są nie na miejscu. Wprowadza mnie jsk zwykle w poczucie winy, że nie przyjeżdżam do niej ciągle. Jest to 500 km. Czyli 7 h pociągiem lub samochodem. teraz pretensje że nie wziełam piątku wolnego żeby do niej przyjechać na 4 dni. To mój urlop do cholery! Właśnie dlatego nie wziełam żeby nie jechać... bywam 2 x na rok na 2 dni bo więcej nie wytrzymam i mi sie nudzi, bo to nie moje życie... Mama ma partera z którym ciągle coś robi na działce. Mój brat mieszka 10 km od niej ale też widzą się raz na 2 mies. Ale ciągle mówi że by chciała mieć córke przy sobie.. (Po co? Jeszcze są sprawni...) mam rację czy powinnam spokornieć? Rozmawiam przez tel raz na 3 dni całkiem długo. Dołączył: 2014-03-31 Miasto: Olsztyn Liczba postów: 8290 5 czerwca 2021, 10:48 spokornieć nie, porozmawiać tak a do tego potrzeba odporności i dojrzałości emocjonalnej Dołączył: 2015-04-11 Miasto: Kraków Liczba postów: 532 5 czerwca 2021, 10:55 wg mnie nieważne jaka to relacja, partnerzy, przyjeciele, rodzic-dziecko - chęć spotkania powinna wychodzić z obu stron, więc nie rozumiem pretensji twojej mamy i zmuszania do brania urlopu. Jasne, może być jej przykro, ale ty decydujesz jak spędzasz swój wolny czas (jeśli akurat planowałas urlop i czas dla siebie to jej pretensje są niestosowne). Z drugiej strony wizyty 2x w roku na 2 dni to mnie wg trochę mało (biorąc pod uwagę dzieląca was odległość) ale to moja subiektywna opinia, jeśli wasza relacja nie jest zbyt zażyła to nie widzę potrzeby zmuszać się do częstszych odwiedzin (chociaż z drugiej strony piszesz, że macie częsty kontakt tel). Ja z moimi rodzicami widze się średnio raz na 2msc po 2-3dni, 100km odległości. Wcześniej zawsze dogadujemy termin wizyty, przeważnie moi rodzice wychodzą z inicjatywą odwiedzin. Użytkownik4217809 Dołączył: 2020-11-19 Miasto: Bzzz Liczba postów: 224 5 czerwca 2021, 11:22 wg mnie nieważne jaka to relacja, partnerzy, przyjeciele, rodzic-dziecko - chęć spotkania powinna wychodzić z obu stron, więc nie rozumiem pretensji twojej mamy i zmuszania do brania urlopu. Jasne, może być jej przykro, ale ty decydujesz jak spędzasz swój wolny czas (jeśli akurat planowałas urlop i czas dla siebie to jej pretensje są niestosowne). Z drugiej strony wizyty 2x w roku na 2 dni to mnie wg trochę mało (biorąc pod uwagę dzieląca was odległość) ale to moja subiektywna opinia, jeśli wasza relacja nie jest zbyt zażyła to nie widzę potrzeby zmuszać się do częstszych odwiedzin (chociaż z drugiej strony piszesz, że macie częsty kontakt tel). Ja z moimi rodzicami widze się średnio raz na 2msc po 2-3dni, 100km odległości. Wcześniej zawsze dogadujemy termin wizyty, przeważnie moi rodzice wychodzą z inicjatywą odwiedzin. dziękuję . z rozmowami przez tel czy whatssap nie mam problemu. Widzimy się przez kamerkę. Mogę wrócić do swoich obowiązków po rozmowie. ja od zawsze nienawidzę spać poza domem i skręca mnie jak mam to robić. Tym bardziej że nie jest to mój rodzinny dom tylko partnera mamy. 2 x po 2 dni to mAło wiem, ale bywało częściej i nadal słyszałam wyrzuty ( najlepiej to żebym rzuciła pracę i wszystko i z nią zamieszkała..). Dołączył: 2007-02-06 Miasto: Liczba postów: 10561 5 czerwca 2021, 11:43 nie ma regul kto z kim i na ile powinien sie spotykac, to dotyczy tez rodzicow. Ja widzialam sie z rodzicami nie za czesto mimo ze mieszkalismy 24 km od siebie. Kazdy ma swoje sprawy, zycie , obowiazki i u mnie nikt nie narzekal. Mama pracowala duzo i miala swoje sprawy, tak jak dzieci musza umiec odciac pepowine , rodzice tez powinni. Teraz ja jestem tez w sytuacji ze dzieci sa daleko i widzimy sie naprawde za malo, ale kazdy wie ze to nie takie proste, bo odleglosc, bo ograniczone urlopy i nikt nie marudzi. Tesknimy, rozmawiamy na kamerze i widzimy sie srednio raz w roku, byly lata ze i to nie udawalo sie. Szczerze nie znosze i nie rozumiem takich matek jak twoja. Dołączył: 2021-04-25 Liczba postów: 324 5 czerwca 2021, 12:32 Nie bylam od wakacji 2019 ale ja mieszkam za granica. W tym roku tez Nie przylece, za rok tez nie chce. pola299 5 czerwca 2021, 15:03 zapraszaj matkę z jej partnerem do siebie i ty bądź animatorem czasu w sposób jaki lubisz. Ciliegiaa 5 czerwca 2021, 16:03 Masz racje, przecież na dobrą sprawę wcale nie musisz tam jeździć, jeśli nie czujesz takiej potrzeby emocjonalnej i źle się tam czujesz. Po prostu trochę asertywności i tyle, nie musisz się nikomu tłumaczyć przecież ze swoich planów i swojego urlopu. Ja mam akurat o tyle nietypowo, że mnie wychowywali głównie dziadkowie ( tzn. tata i dziadkowie, po śmierci taty dziadkowie) i to ich traktuje jako dom rodzinny. Mam do nich jakieś 760 km i jeżdżę różnie, czasem jest rok, gdzie jestem u nich 3 x w roku po 3-5 dni, a czasem mam rok taki jak teraz, kiedy mamy czerwiec dopiero a ja już byłam 3 razy własnie po te 3-5 dni. Zawsze jak jadę zostaje 3-5 dni, bo na krócej mi się nie opłaca patrząc na odległość, a więcej nie jestem w stanie wytrzymać z nimi pod jednym dachem, mimo, że ich bardzo kocham - mam podobne odczucia, nie moje życie, nie moja mentalność i w ogóle wszystko nie moje. Jeżdżę bo chcę, bo ich kocham i czuję taką potrzebę, dlatego staram się aby te 3 x w roku to było takie minimum i dotychczas chyba tylko raz mi się nie udało ( 2 lata temu byłam tylko raz na cały rok na Święta, ale miałam dużo pracy). Jeśli chodzi o matkę, to przez wiele lat mieszkałyśmy w innych krajach i jeździłam do niej 1-2 razy w roku, teraz mam do niej 400 km i jeżdżę raz na dwa-trzy lata bo zwyczajnie nie czuję potrzeby by jeździć częściej. Dołączył: 2021-01-29 Miasto: Otwock Liczba postów: 507 5 czerwca 2021, 18:44 Mieszkam 3h drogi od rodziców i jestem raz na 1-2msc. I jeżdżę głównie ze względu na mamę, bo nie chcę jej smucić, chociaż nie mam potrzeby się spotykać z rodzicami. Mój facet ostatnio był z pół roku temu, ma do swoich 5h jazdy. I też jeździ z musu. Moja mama i tata nie lubią takich rozrywek jak ja lubię więc ciężko coś razem wymyślić. To trudne kiedy chcesz mieć czas dla siebie, ale musisz te wolne poświęcić i jechać do rodziców. Rozumiem twoją sytuację. Dołączył: 2016-06-20 Miasto: Berlin Liczba postów: 434 5 czerwca 2021, 21:30 A ona nie może przyjechać? Jeśli piszesz że jest sprawna. Ja cię dobrze rozumiem- nie każdy ma super relacje z rodzicami i też odległość powiększa problem-moja przyjaciółka ma godzinę drogi jedzie na obiad/święta , na noc wraca do siebie...to rozumiem że jest czesciej. Ja widziałam się z mamą w wakacje ...potem pandemia, ograniczenia na granicach....no i nie chciałam jechać póki się nie zaszczepia, teraz już czekam aż sama się zaszczepie. Parcia nie mam, i co więcej psychicznie że mna lepiej z mniej intensywnym kontaktem. podobnie z teściową. Po roku to się nawet za nimi stęskniłam , z chęcią pojadę latem. Chyba tak lepiej niż na siłę? Ale serio polecam zaproszenie mamy-raz że może cię zrozumie lepiej jak przyjdzie je pokonać kilometry, spać na cudzym itd dwa to ty zorganizuje aż czas, może jej się spodoba jak go lubisz spędzać? I w ogóle zmiana i wyjście ze schematu bywa dobre. Rodzina zniszczyła mi związek Ojciec Uli był profesorem medycyny, chirurgiem. Człowiekiem sukcesu. Żona, mama Justyny, jest emerytowaną tłumaczką, mają duży dom, dwa samochody, działkę nad jeziorem, nawet pies jest rasowy. Córka poszła w ślady ojca i skończyła medycynę - została pediatrą. - Wszystko miało świadczyć o sukcesie ojca. Na tym idealnym obrazie była jednak jedna rysa - jego mała córeczka zakochała się w "utracjuszu", jak nazywał Maćka. Studiował filozofię, ale studiów nie skończył, wyjechał do pracy za granicę. Jego rodzice nie są zamożni, a on chciał się usamodzielnić. Imał się różnych zajęć, nawet pracował na budowie. Mój ojciec nie dostrzegał, że jest pracowitym cudownym człowiekiem, czułym i dobrym. Najważniejsze było to, że Maciek ma tylko maturę – mówi Ula. W tym "idealnym" domu panował tzw. zimny chów. Ula nie pamięta, żeby ojciec choć raz ją przytulił, pogłaskał po głowie, powiedział, że jest z niej dumny. Kiedy zdała maturę na piątki, pojechała na wakacje do Lizbony, za zdane egzaminy na medycynę dostała samochód. Maciek pokazał jej, że nie tylko osiągnięcia są ważne, ale liczy się też drugi człowiek. - Pierwszy raz ktoś mnie zapytał, co czuję i myślę. Ojciec powiedział, że nie wyjdę za niego, nie zapytał mnie, ale skwitował to jednym zdaniem: "nieuk nie będzie twoim mężem". Całe życie starałam się sprostać jego oczekiwaniom. Marzył, żebym poszła na medycynę, więc poszłam. Grzeczna córeczka tatusia. Pierwszy raz się zbuntowałam, bo kocham Maćka – wspomina Ula. Maciek zaczął studiować zaocznie pedagogikę, pracował jako ochroniarz w sklepie. Ula jako początkujący pediatra w szpitalu dziecięcym nie zarabiała za wiele. Zaraz po ślubie zaszła w ciążę. Ojciec zaproponował, że skoro nie stać ich na własne mieszkanie, to mogą zająć górę domu, nie będą musieli za nic płacić. Załatwił Maćkowi pracę u kolegi w biurze nieruchomości, bo zięć ochroniarz to wstyd. - Dziś wiem, że powinniśmy się wyprowadzić od rodziców, żyć skromnie, wychowywać dziecko. Ale wtedy uwierzyliśmy, że będzie dobrze, że ojciec zaakceptował Maćka, ale on nie przepuścił żadnej okazji, żeby upokorzyć mojego męża. Pamiętam, jak opowiadał, że córka jego przyjaciół, a moja koleżanka, wyszła za mąż za właściciela salonu samochodowego i dziś budują dom za miastem, bo niektórzy umieją w życiu wybrać. Niby taka niezobowiązująca opowiastka, ale wiadomo było, że chodziło o to, że ja niby źle wybrałam. Maciek się wściekał, a mówiłam mu, że jest przewrażliwiony – wspomina Ula. Nieodcięta pępowina Justyna Święcicka, psycholog, mówi, że zdarza się, że rodzice nie pozwalają swoim dzieciom odciąć pępowiny, bo chcą je mieć dla siebie, sprawować kontrolę nad ich życiem, jakby nie zauważali, że one już dorosły. Rodzice są zaborczy, bo chcą czuć się potrzebni. Czasami nie mają własnego życia. Przez lata nie dbali o relacje z innymi ludźmi, swój rozwój, skoncentrowali się na dziecku. A kiedy ono opuszcza dom, zostaje pustka. Zdarza się też, że już nic nie zostało z ich małżeństwa, trzyma ich przy sobie tylko dziecko, boją się, że kiedy ono wyfrunie z gniazda, będą musieli spojrzeć prawdzie w oczy. - Dlatego wolą zajmować się kłopotami syna czy córki, niż swoimi własnymi. Stosują podstępny rodzaj krytyki partnera, obrzydzają go im. Z jednej strony idealizują swoje dziecko, a z drugiej, chcą je wtłoczyć w swoje wyobrażenia o tym, jakiego małżonka powinny mieć. A to wszystko w otoczce troski. Dla rodziców często partner dziecka jest obcą osobą, a oni chcą spędzać czas z własnym dzieckiem. Nie ma w tym nic złego, chodzi o właściwe proporcje. Jeśli dzwonią od czasu do czasu to jest miłe, ale jak kilka razy dziennie, to już jest niepokojące. Muszą pozwolić dzieciom żyć po swojemu i odnaleźć się w swoim związku – mówi Justyna Święcicka. Byłam przyzwyczajona do rozkazów ojca Kiedy urodził się synek Uli i Maćka, byli najszczęśliwszymi ludźmi na świecie. Maciek skończył pedagogikę, zaczął pracować z dziećmi autystycznymi. Mówił, żeby się wyprowadzili, że dadzą sobie radę, że dostał kawalerkę po babci, gdzie mogą się wprowadzić. Ale ojciec Uli przekonywał, że z tego nie da utrzymać rodziny, że po co mają cisnąć się jednym pokoju z dzieckiem, skoro w jego domu mają trzy. - Byłam przyzwyczajona do jego rozkazów, ale nie Maciek. Coraz później wracał do domu, czasami po alkoholu. Coraz częściej się kłóciliśmy, a ojciec ciągle powtarzał, jaki Maciek jest nieodpowiedzialny, że tak to jest, jak niziny aspirują do klasy średniej. Znalazłam się między młotem a kowadłem. Nie umiałam podjąć decyzji, mówiłam, że wszystko się ułoży i nic się nie układało. W końcu Maciek powiedział mojemu ojcu w twarz, że nie będzie nim dyrygował. Ten odpowiedział, że będzie, dopóki u niego mieszkamy. Od słowa do słowa, wywiązała się awantura. Maciek się wyprowadził. Ja zostałam, nie miałam odwagi wyjść. Bałam się biedy, której wcześniej nie doświadczyłam. Nigdy nie przestałam tego żałować. Maciek to mądry facet. A ja uwierzyłam swojemu ojcu, bo zawsze robiłam to, co on chciał, tylko nie zawsze byłam tego świadoma. Nie wiem, jak to się dzieje, że on potrafił wszystkich podporządkować sobie – mówi Ula. Małgorzata mogłaby doskonale zrozumieć Maćka, bo ona też znalazła się w podobnej sytuacji. Pamięta scenę z filmu Woody Allena, kiedy para kochanków jest w łóżku, a z nimi są jeszcze cztery inne osoby - rodzice każdej ze stron. To jakby o niej. Gosia i jej mąż Janek, plus jego rodzice. Teściowa nigdy nie chciała zauważyć, że jej syn jest dorosłym człowiekiem. Dla niej był ciągle małym chłopcem, który potrzebuje pomocy, a Małgorzata wrogiem, który niszczy mu życie, bo nie gotuje na parze, a to jest zdrowe, używa wody z kranu, co z kolei jej zdaniem jest niebezpieczne. Lista błędów popełnianych przez Gosię układana przez teściową nie ma końca. - Żyliśmy w jakimś chorym czworokącie. Mój mąż zawsze był związany z rodzicami, ale byłam przekonana, że wszystko zmieni, kiedy założymy własną rodzinę. To nieprawda, dzisiaj już wiem, że dorosłego człowieka trudno jest zmienić. Jest uzależniony od swoich rodziców, ale nazywa to bliskością i dobrymi relacjami. Mam dobre kontakty z rodzeństwem, ale moje siostry nie siedzą nam na głowie. Dzisiaj jestem już silniejsza, umiem to wszystko nazwać. Kiedyś myślałam, że jestem niewdzięcznicą, która nie docenia poświecenia innych. A z drugiej strony czułam, że jest ich za dużo, że to chore i patologiczne. Zaczęłam dużo czytać w internecie o dzieciach z nieodciętą pępowiną – wspomina Małgorzata. Tacy troskliwi rodzice Gosia pamięta moment, w którym poznała jego rodziców. Była zachwycona: rozmowni, troskliwi i tacy nowocześni. Korzystali z internetu, podróżowali po świecie. I mieli świetny kontakt z synem, wiedzieli z kim się przyjaźni, pytali, co słychać u jego kolegów. Gosia ma trzy siostry, rodzice pracowali, wymagali od dzieci, żeby zajmowały się sobą, nie wyręczali we wszystkim. - Byłam druga z kolei, więc zajmowałam się swoim młodszym rodzeństwem. Rodzice nie rozpieszczali nas, ale czułam się kochana. Miałam fajny dom - wesoły, pełen życia, zabawy, hałasów. Rodzice Janka uważnie słuchali syna, mówił im, o rzeczach, o jakich ja bym nie powiedziała nigdy np. że ma kaca, a mama biegła po kefir. Byłam zachwycona. Niedługo miało się okazać, że ta troska wyjdzie mi bokiem – mówi Gosia. Pobrali się zaraz po studiach, urodził się Michał. Rodzice Janka kupili im mieszkanie, sami je znaleźli, nieopodal swojego. Ale to, co działo się później przerosło najśmielsze wyobrażenia Gosi. Teściowa dzwoniła do nich kilka razy dziennie. A teść przyjechał z zupką według kuchni pięciu przemian. Kiedy Gosia gotowała obiad dla siebie i dla męża, zaraz pojawiała się teściowa z dobrymi radami. Zanim wyposażyli mieszkanie, teść zabrał ich brudne ciuchy, w tym bieliznę do prania. Nie docierało do niego, że dla Gosi jest to krępujące, że na dole mają pralnię. Gosia poprosiła, żeby nie wpadali niezapowiedziani, bo np. może nie być ich w domu, ale ojciec poskarżył się Jankowi, że kazała im nie przyjeżdżać. Znowu usłyszała jaka jest niewdzięczna. Teściowie zniszczyli nam życie - A ja czasami chciałabym zjeść fast fooda, ale tylko we dwójkę. Nie dałam rady tego wytrzymać, myślałam, że zwariuję. Kłóciliśmy się, słyszałam jaka jestem niewdzięczna, że oni tyle nam pomagają – mówi Gosia. W końcu ustalili, że sama będą prać i gotować, a jego rodzice będą dzwonić, kiedy chcą ich odwiedzić, ale wpędzali Gosię w poczucie winy, że jest niewdzięczna, rozbija zgraną rodzinę, chce poróżnić syna z rodzicami. Kłócili się, ona twierdziła, że nie da się żyć w tym czworokącie. Mąż twierdził, że to normalne, że rodzina sobie pomaga. - Często w takiej sytuacji dzieci czują się wykorzystane, a ich partnerzy są zazdrośni. Widzą, że jej lub jego rodzice zawłaszczają przestrzeń, wchodzą na teren, który powinien być przeznaczony dla nich. Wiele zależy od tego, na ile ta osoba chce dorosnąć. Powinna pracować nad komunikacją z rodzicami, mówić czego potrzebuje i wyznaczyć jasne granice. To nie zawsze jest łatwe, bo rodzice manipulują poczuciem winy, na zasadzie, tyle dla ciebie robię, a Ty jesteś niewdzięczna. Dorosłe dziecko musi poczuć, że to jego własne życie, nad którym chce mieć kontrolę i przeciąć pępowinę, dla dobra siebie i związku. A w pewnym sensie i dla rodziców, którzy wtedy będą mogli zająć się swoim życiem. Kiedy źle się dzieje w związku, a partnerzy nie radzą sobie z tym, dobrym rozwiązaniem jest terapia – mówi Justyna Święcicka. Mądrzy po szkodzie - Teściowie zniszczyli nam życie. Bardzo kochałam Janka. Kiedy wyprowadził się do mamusi i tatusia wyłam z rozpaczy. Myślałam, że tego nie przeżyję. Nie tak miało być. Rozstaliśmy się, ale mieliśmy dziecko, tęskniłam do niego. Widywaliśmy się nadal, bo przychodził do córeczki – mówi Gosia. W końcu postanowili spróbować jeszcze raz. Okazja nadarzyła się kiedy Janek awansował, musiał przenieść się do innego miasta, gdzie został dyrektorem oddziału banku. Wtedy Gosia zaproponowała, że przeniesie się razem z nim, że spróbują odbudować rodzinę. - Byle dalej od tych ludzi. Pewnie teściowa wydzwania do męża, ale już jesteśmy sami. Co dwa weekendy jeździ do swoich rodziców, na kilka godzin. Dla mnie jest jeszcze za wcześnie, żeby się z nimi spotkać. Jest we mnie zbyt dużo żalu – mówi Gosia. Dzisiaj Ula wie, żaden jej chłopak nie byłby dostatecznie dobry dla jej ojca. I wcale nie robił tego z troski o nią. Była tylko jeszcze jednym jego sukcesem, a on był przecież człowiekiem sukcesu. Mogła powiedzieć, żeby się nie wtrącał, tak jak Gosia, wyprowadzić się do innego miasta, ale nie dała rady. Nie widziała tego wszystkiego, co wie z perspektywy czasu. Synek Uli ma prawie 10 lat. Ojciec nie żyje od trzech lat. Zmarł na zawał serca. Dla matki Uli wciąż jest guru, od kiedy umarł, ona gaśnie w oczach. Nie umie bez niego żyć, nie da o nim powiedzieć złego słowa. - Matka nigdy nie miała nic do powiedzenia, była cieniem ojca. Może gdyby nie Maciek, też bym nie widziała, że był też despotą, który krzywdził. O zmarłych źle się nie mówi, ale on zmarnował mi wiele lat życia, moje dziecko widuje się z ojcem tylko weekendy. Uwielbia tatę. Wiele bym dała, żeby móc do niego wrócić, ale on jest w nowym związku i wiem, że ona jest z nim szczęśliwa, bo znam Maćka. Gdybym mogła cofnąć czas, mój synek nie wychowywałby się bez ojca – mówi z żalem Ula. Jest mi bardzo przykro, ostatnie wieczory spędzam sama, płacząc do poduszki. Moja rodzina mieszka prawie 200 km ode mnie ciężko jest liczyć na wsparcie od nich; choć mama, która od zawsze była moją przyjaciółką stara się mnie wspierać, ale teraz najważniejsze jest wsparcie ukochanej osoby, a ja tego nie mam. Nie wiem co mam robić czy iść do psychologa czy wyjechać na jakiś czas. Bo z mężem już rozmawiałam na ten temat i nic ciągle tak jak było tak jest. Jakby tego było mało całymi dniami siedzę w domu z dzieckiem nie mogę wyjść nigdzie bo muszę gotować sprzątać a później znowu sprzątać i tak w kółko. Dawno nie byłam u kosmetyczki czy u fryzjera ciągle dom i dziecko a on po pracy lata do koleszków to tu to tam. A i pracuje od 7 do 15 i nie ma ciężkiej pracy bo jeździ na wózku widłowym i ciągle jest zmęczony i niedospany. Mam tego i jego dość.

mąż ciągle jeździ do rodziców